<< wróć
Tegoroczne Borne było dla mnie osobiście, sporym rozczarowaniem, zarówno pod względem sprzętowym jak i organizacyjnym. W porównaniu z latami poprzednimi, było zdecydowanie mniej sprzętu – gąsienic i pancerzy w zasadzie tylko kilka sztuk, trochę ciężarówek i jak zwykle sporo drobnicy. Odniosłem wrażenie, że i uczestników było sporo mniej – teren zlotu, zawsze mocno „upakowany" tym razem wykazywał pewne „luzy". Na plus zdecydowanie trzeba zapisać, że zaprezentowało się Wojsko Polskie, przywożąc Twardego i dwa Rosomaki. Ciekawostką był zestaw p. lot na podwoziu Leoparda i armata samobieżna 2s7 PION. Dopisali za to „oglądacze", którzy zjawili się na zlocie, w jakiejś kosmicznej wręcz liczbie, co momentami, w połączeniu z wszechobecnym kurzem, sprawiało iście dantejskie wrażenie. Chwilami wydawało się, że nad poligonem rozpętała się burza piaskowa. Widząc wokoło ludzi ubranych w pustynne mundury, czy to amerykańskie czy polskie, cywili owiniętych w „arafatki", odnosiło się wrażenie pobytu w którejś z baz NATO w Iraku lub Afganistanie. W tym roku kurz wyjątkowo dawał się we znaki. W gruzach legła również dbałość o „poprawność historyczną" lub jak kto woli „rasowość", czego przykładem niech będzie dość często pojawiający się na czołgowisku, ukraiński LUAZ, pomalowany w amerykański pustynny kamuflaż i z napisem na boku USARMY (sic!). Jak zawsze mocną stroną zlotu była część handlowa, gdzie można się było zaopatrzeć w brakujące "utensylia" militarnego hobby :)
Wrażenia, w porównaniu z poprzednimi latami są zdecydowanie „in minus" i w przyszłym roku poważnie się zastanowię czy jechać. Przy czym nie zarzekam się...