"Gąsienice i podkowy" Borne Sulinowo 2011

Właśnie zakończyła się, ósma już edycja Międzynarodowego Zlotu Pojazdów Militarnych „Gąsienice i podkowy" Borne Sulinowo 2011. Jak zwykle, w klimatycznej scenerii dawnego radzieckiego poligonu, zjechało się kilka tysięcy uczestników ( z tego, co wiem ponad 3 tys.), wraz z pojazdami maści wszelakiej, oraz nieprzebrane tłumy zwiedzających ( żeby nie rzec – dzikie hordy :) ). Tym samym, niewątpliwie, „Borne" stało się największą w Polsce imprezą o takim charakterze. W tym roku dopisało kilkanaście „gąsienic", paręnaście pojazdów pancernych i ciężarówek no i diabli wiedzą ile „drobiazgu", czyli Gazów, Uazów, motocykli, Willysów, Iltisów, etc, etc, etc... Było tego tyle, że trudno było wszystko ogarnąć i zapamiętać – było w każdym razie, na co popatrzeć. Od kilku edycji organizatorzy zlotu, dbają o „czystość militarną" i prowadzą selekcję pojazdów wpuszczanych na „czołgowisko", co Im się bardzo chwali, bo dzięki temu, zamiast oglądać owinięte siatką maskującą, udające pojazd wojskowy, „niewiadomoco" można podziwiać, lepiej lub gorzej zrobione, ale mimo wszystko, pojazdy militarne. Jak co roku, w programie była parada, pokazy kawaleryjskie, dioramy grup rekonstrukcji historycznej i wieczorne koncerty. No i nie można zapomnieć o części handlowej - kilkadziesiąt znakomicie zaopatrzonych stoisk, oferuje niemal wszystko, co dotyczy wojska i historii.

Właściwie jedyna rzecz, do której można się przyczepić, jest jednocześnie zaletą tej imprezy – tłumy ludzi. Ale za to, bankowo można tam spotkać znajomych z każdego zakątka Polski :)

Jeżdżę na „Borne" prawie od początku, i co roku mówię sobie: „za jakie grzechy mam się tak męczyć", „tyle kilometrów, niewyspany, kurz, zmęczony, te tłumy – nigdy więcej", ale jest w tym zlocie i jego atmosferze coś takiego, że kolejny rok wsiadam w auto i robię prawie 400 km, tłukę się na drugi koniec Polski, żeby posiedzieć 2-3 dni i obiecać sobie, że: nigdy więcej! Za rok oczywiście też się wybieram :)